wtorek, 28 sierpnia 2018

Moja najgorsza lekcja jazdy konnej

Dziś opowiem Wam o mojej ostatniej jeździe która okazała się moją drugą najgorszą lekcją jazdy konnej.
Była to trzecia z rzędu lekcja z moją koleżanką i jej bratem (zawsze jeżdżę też z siostrą i mamą).
Cały dzień był pochmurny, było 10`. Dzień wcześniej padał deszcz, więc nasza znajoma (znienawidzona) kałuża znowu się pojawiła na placu.
kałuża















Planowałam jeździć na Litwie (👆akurat się złożyło że jest na zdjęciu wyżej). Moja przyjaciółka chciała wziąć Makao, gdyż nigdy na nim nie jeździła.

Makao to najwyższy koń w stajni. Jest on kasztanowaty, bardziej rudzielec 😂 Oceniany jest przez instruktorkę i osoby na nim regularnie jeżdżące jako konia, który nie lubi wolno stępować - wyrywa się do kłusa czy galopu.

Jechałam na nim w czwartek podczas kolonii jeździeckiej i piątek na zawodach w stylu pony games. Już wtedy stwierdziłam, że opinia instruktorki i dziewczyn jest błędna. Nie wzięłam na zawodach bacika, który by mi pomógł gdyż Makao nie chciał zakłusować, a podobno tak się wyrywa do wyższego chodu. Mniejsza o tą historię 😐 przejdźmy dalej...

Mama spytała instruktorkę jakie konie będziemy mieć. Kala odpowiedziała, że moja mama ma Pasję, Ksenia Jemiołkę a ja-... Makao 😶 , po czym spytała czy może być. No cóż... już drugi raz instruktorka chciała mi dać Makao. Za pierwszym nie zgodziłam się, a teraz pomimo tego że Lala chciała go mieć, zgodziłam się.
Poszłyśmy na pastwisko, wzięłam Makao, wyczyściłam, osiodłałam.. właśnie siodłanie... pomogła mi z drugiej strony konia mama, gdyż jest to bardzo wysoki koń. Niestety podczas jazdy stwierdziłam że siodło jest za daleko, no ale trudno.

Jechałam druga, zaraz za Pasją. Niestety nadszedł moment spotkania się z kałużą. Tylko Makao nie chciał przejść przez nią. Zastosowałam technikę habituacji. Naprawdę długo walczyłam z tym aby przeszedł przez kałużę. Pani ukochane powiedzonko - "trzy razy odpuścisz koniu - reszta lekcji zmarnowana". Tak więc wolałam habituować Makao niż odpuszczać za każdym razem. Cóż, przeszedł. Co z tego. Za drugim razem znowu się bał. Po zrobieniu pół-wolty znowu to samo. Strasznie się z nim męczyłam.

Miałam za długie strzemiona, nawet podczas anglezowania źle się czułam. Jedyne co mi wychodziło to przejazd przez drągi w kłusie w półsiadzie.

Koleżanka ze stajni kocha i wielbi Makao, tymczasem ja nie wiem co ona w nim widzi. Wiem, że koń tj człowiek może mieć zły lub dobry dzień. Jednakże ja jechałam na nim już trzeci raz i znowu to samo 😳😒To nie jest koń dla mnie. Wolę Pasję, Litwę czy Jemiołkę. Nie lubię karej klaczy śląskiej i hucuła Owianego. Chociaż Owiany jest fajny w terenie, tyle że ponosi. Ramiza w teren też fajna, ale gdy na niej byłam nie wzięłam bacika i cały czas schylała się po trawę.

Do następnego! 💚

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz